— Czyjaż to puszcza tak pełna kras5?
— Drozdobrodego króla to las.
Nie było gardzić, byłby twój...
— Ach, Boże mój!
— O jak wspaniałe miałabym gody6,
Gdyby był moim król Drozdobrody.
Następnie przyszli na łąkę, a ona znów rzecze:
— Czyjeż te łąki, zielony łan?
— Król Drozdobrody tej łąki pan.
Nie było gardzić, byłby twój,