— Nie lamentuj — rzekła starucha — nic ci to nie pomoże.
Raniutko czarownica kazała Małgosi zawiesić nad paleniskiem kocioł z wodą i rozpalić ogień.
— Najpierw upieczemy chleb — rzekła — już rozpaliłam piec i zagniotłam ciasto.
Popchnęła biedną Małgosię do pieca, z którego buchały płomienie, i kazała jej wejść do środka, aby się przekonać, czy można już chleb włożyć.
Naprawdę zaś chciała zamknąć Małgosię w piecu i upiec, aby i ją zjeść.
Ale Małgosia spostrzegła jej zamiar i rzekła:
— Nie wiem, jak wejść do pieca. Jakże się tam dostanę?
— Ach, ty głupia gąsko — rzekła czarownica — otwór jest dość duży. Widzisz, ja sama mogłabym się nawet zmieścić.
I wsadziła głowę do pieca.
W tej chwili Małgosia popchnęła ją mocno, a gdy czarownica wpadła do pieca, zatrzasnęła za nią drzwiczki i zasunęła rygiel.