— Huhu! — zaczęła wyć zła jędza, ale Małgosia uciekła, pozostawiając bezbożną czarownicę w piecu, gdzie się spaliła.
Sama zaś pobiegła do Jasia, otworzyła chlewik i zawołała:
— Chodź, Jasiu, czarownica nie żyje, jesteśmy uratowani.
Jasio wyskoczył jak ptaszek z klatki. Jakże się dzieci cieszyły, jak się ściskały za szyje i całowały! A ponieważ zła czarownica już nie żyła, weszły do jej izdebki. Ujrzały tam mnóstwo skrzyń z perłami i klejnotami.
— Ach, to ładniejsze jeszcze niż kamyczki — rzekł Jaś i napełnił nimi kieszenie, a Małgosia dodała:
— I ja coś zabiorę do domu — i napełniła fartuszek.
— A teraz pójdziemy — rzekł Jaś — aby jak najszybciej wyjść z tego lasu.
Po kilku godzinach doszły dzieci nad wielką rzekę, a Jaś rzekł:
— Jak przejdziemy przez rzekę? Nie widzę na niej kładki ani mostu.
A Małgosia dodała: