Na próżno biegali dokoła mysiej dziury, rozgrzebując ją laskami; Paluszek znikał im ciągle z oczu, a że było już ciemno, musieli ze złością i z pustą kiesą ruszyć z powrotem do domu.
Kiedy Paluszek spostrzegł, że nieznajomi oddalili się, wyszedł ze swej nory.
— Niebezpiecznie jest chodzić w ciemnościach po polu — pomyślał — łatwo można skręcić kark i połamać nogi.
Na szczęście znalazł muszlę ślimaka.
— Bogu dzięki — rzekł — mam teraz gdzie przenocować! — i wszedł do muszli.
Po pewnym czasie, gdy chciał się właśnie ułożyć do snu, usłyszał, jak dwaj ludzie przechodzili obok jego schronienia, a jeden z nich rzekł:
— Co więc zrobimy, aby zabrać bogatemu proboszczowi złoto i srebro?
— Ja ci poradzę! — zawołał Paluszek.
— Co to było? — rzekł złodziej przerażony — słyszałem jakiś głos.
Stanęli obaj i poczęli nasłuchiwać, Paluszek zaś rzekł znowu: