— Jedzcie i pijcie, przyjaciele! — zawołał młody stolarz, a goście nie dali sobie tego dwa razy powtarzać.
A co najdziwniejsza, że gdy się jakaś miska opróżniała, natychmiast zjawiała się na jej miejsce nowa pełna.
Karczmarz stał w kącie i przyglądał się temu. Z zazdrości nie mógł wymówić ani słowa, myślał tylko ciągle:
„O, gdybym to ja miał taki stoliczek!”
Stolarz i jego goście bawili się i ucztowali do późna w noc. Wreszcie położyli się spać, a młodzieniec postawił swój cudowny stolik u wezgłowia łóżka. Ale karczmarz nie mógł zasnąć. Wreszcie przypomniał sobie, że ma w lamusie stolik bardzo podobny do tego cudownego stoliczka. Przyniósł go więc i cichutko zamienił stolik cudowny na zwykły.
Nazajutrz stolarz zapłacił za nocleg, wziął swój stolik na plecy, nie podejrzewając niczego, i ruszył w dalszą drogę.
Koło południa przyszedł wreszcie do domu ojca. Stary krawiec powitał go z radością.
— No, mój synu, czego się nauczyłeś? — zapytał.
— Zostałem stolarzem, ojcze.
— Bardzo dobre rzemiosło — odparł stary — a cóż sobie przyniosłeś z wędrówki?