Filip wziął rybę, zagrzał ją na piecu, przekroił na połowę i zaniósł Bramowi. Równie dobrze mógłby ją podać drewnianej figurce, bo Bram wstał: nie patrząc wcale na rybę, wziął kawał surowego mięsa karibu, wsadził je pod pachę i wyszedł z izby, mrucząc coś niezrozumiale.
Rozdział XI. Zaczynamy się rozumieć
Zaledwie się drzwi za nim zamknęły, Celia podbiegła do Filipa i powiodła go do stołu. Aby się przypodobać Bramowi, jadła ze wszystkich trzech talerzy. Teraz jednak nałożyła Filipowi na talerz kartofli, położyła obok placek i nalała mu garnuszek kawy.
Filip uśmiechnął się tylko. Miał szaloną ochotę przytulić do twarzy główkę Celii i ucałować ją za to.
— Chcesz się ze mną podzielić swym śniadaniem, prawda? — mówił — Ale nie znasz mojej sytuacji, maleńka. Najadłem się tych obrzydliwych placków (ujął go w rękę, by mogła lepiej zrozumieć), najadłem się ich tyle w ciągu ostatnich dni, że na sam widok placków czuję mdłości. Oddałbym wszystkie placki owsiane na całym świecie za parę sztuk tych ślicznych korniszonów, które moja matka umiała tak świetnie przyrządzać. Ta ryba Brama, to dla mnie prawdziwy specjał; równie jak i ta kawa, podana pani rączką.
Usiadła naprzeciwko i nie spuszczała z niego oczu, gdy jadł. A Filip, jedząc, zastanawiał się znowu, skąd ona się tu mogła znaleźć, w tym opuszczonym zakątku ziemi, w podobnym otoczeniu. Musi rozwiązać tę zagadkę! I to jak najszybciej.
Widocznym było, że tak jak Filip pała chęcią dowiedzenia się wszystkiego, tak samo ona pragnęłaby mu wszystko opowiedzieć. Wyczytać to było można z jej oczu, z wyrazu twarzy. Tylko, jaką drogą dojdą do tego?
Skończywszy śniadanie Filip wstał od stołu i podszedł razem z Celią do okna. Ujrzeli Brama stojącego w „zagrodzie” razem wśród hordy swych wilków, między które rozdzielał kawały mięsa. Filip ujął w ręce rozplecione włosy młodej dziewczyny, stojącej obok niego. Rumieńce wystąpiły mu na twarzy, kiedy bawił się tymi złotymi kosmykami. Celia patrzyła na niego z nieukrywanym zdziwieniem. Spróbował z kilku nitek spleść coś podobnego do owej sieci złotej, znajdującej się w posiadaniu człowieka-wilka. Wymownym gestem wskazał jej na ową sieć uplecioną przez siebie i przez Brama.
Zrozumiała go od razu. Za pomocą odpowiedniej mimiki dała mu do zrozumienia, że rzeczywiście z jej włosów Bram splótł niejedną już siatkę. Pochyliła głowę, pokazując Filipowi kilka miejsc, na których włosy miała poucinane.
Potem wyciągnęła ku niemu rękę, mówiąc: