— Tu! Tu! — wykrzyknęła nagle, chwytając Filipa za ramię i przerywając jego wywody.

Wskazywała przy tym palcem na wyrysowaną na mapie krętą linię Miedzianej Rzeki (Copper Mine).

Kilka razy z rzędu powtórzyła: Copper Mine.

Filip skinął głową na znak, że ją rozumie.

Celia mówiła głosem głuchym, z coraz bardziej wzrastającym wzruszeniem. Mniej więcej w jednej trzeciej części górnego biegu rzeki nakreśliła na mapie krzyżyk. W tym miejscu właśnie napadli ich Kogmolloki. Opowiadanie swoje objaśniła rysunkiem. Napastnicy, pobici i odparci, uciekli. Potem wrócili, wywiązała się nowa walka. Wtedy to zjawił się Bram Johnson, wyratował ją i zabrał ze sobą. Ale ojciec jej pozostał tam, w miejscu naznaczonym przez nią ołówkiem.

Father! Father! — powtarzała uporczywie. Chciała, aby Filip przede wszystkim to zrozumiał. Jej ojciec jest tam! Ojciec żyje! Muszą oboje iść tam, ratować go.

Filip domyślił się, o co jej chodzi. Ale w głębi duszy przekonany był, że jej biedny ojciec już dawno zginął. Te małe czarne diabły na pewno nie tylko go zabili, ale w dodatku poćwiartowali na kawałki, jak to zawsze robią, gdy uda im się schwytać nieprzyjaciela. Świeży przykład mieli na Olafie Andersonie i jego towarzyszach. Było ich sześciu — ludzie odważni, dzielni, uzbrojeni, a jednak ulegli. Jak ojciec Celii potrafił się uratować?

Zupełnie nie w porę wybrała się Celia z tym projektem, aby zawrócić z drogi i puścić się znów na północ, aż do Miedzianej Rzeki. Jeżeli im się nawet uda uciec z chatki przed powrotem Eskimosów, muszą dla ocalenia własnego życia uciekać czym prędzej na południe, aby dostać się do chatki Piotra Breault. A zapuszczać się w głąb Barrenu na północ, bez broni, bez psów i sanek, to oznaczałoby samobójstwo.

Trudno mu jednak było wyjaśnić to Celii i przemówić jej do rozumu. A jeszcze boleśniej było mu odbierać jej otuchę i nadzieję. Przecież wierzyła święcie, że ojciec jej żyje jeszcze. Filip milczał zmieszany, nie wiedząc, co począć.

Z pomocą ołówka i papieru Celia dała mu do zrozumienia, że jej ojciec, Paweł Armin, znajdował się w towarzystwie jeszcze dwóch białych ludzi.