Ostatecznym wysiłkiem swych mięśni Filip zamachnął się po raz trzeci. Tym razem jednak źle wycelował: zaciśnięta pięść przeszła ponad ramieniem przeciwnika, a Filip stracił równowagę. Upadł w ramiona swego wroga, i prawie natychmiast poczuł pod gardłem żelazny uścisk ręki, zacieśniający się coraz bardziej.
Lewą ręką chwycił tamtego za drugą rękę, tak by mu ją unieruchomić; prawą zaś począł go tłuc systematycznie, bez przerwy, po twarzy i dolnej szczęce. Tamten zachowywał się tak, jakby zupełnie nic nie czuł! Wówczas podbił mu zręcznie nogę i obydwaj znowu zwalili się na ziemię. Żaden z nich nie zauważył Celii, która stanęła w drzwiach, z oczyma rozszerzonymi zgrozą i strachem.
Tarzali się niemal u jej stóp. Dojrzała opuchniętą, zakrwawioną twarz olbrzyma, na którą bez przerwy spadały ciosy Filipa. Ujrzała dwie kosmate grube, zakrwawione łapy, zaciskające się wokół szyi Filipa.
Krzyknęła przeraźliwie, a w jej oczach zamigotał ogień walki.
Jak strzała rzuciła się w kąt izby, gdzie stała oparta o ścianę gruba pałka. Widział Filip, jak jej twarzyczka okolona złotymi włosami mignęła nagle ponad duszącym go olbrzymem. Na jego szeroki pochylony kark spadła z całym rozmachem gruba pałka. Ogłuszony ciosem natychmiast zwolnił uścisk żelaznych łap i stracił od razu przytomność.
Filip z szaleńczym śmiechem zerwał się na nogi. Otworzył szeroko ramiona, a Celia ze szlochem, rzuciła mu się w objęcia, dysząc przy tym ciężko.
Niebezpieczeństwo chwilowo minęło. Jeżeli tamten nie umarł, to w każdym razie niewiele mu do śmierci brakowało. Filip, na wpół zduszony, zaczął przede wszystkim głęboko oddychać, wciągając pełną piersią powietrze. Równocześnie rozglądał się uważnie po pogrążonej w półmroku izbie.
Nagle krzyknął z radości, bo oto w kącie dostrzegł opartą o piec strzelbę. Na strzelbie wisiał pas skórzany z futerałem, a w futerale tkwił rewolwer! Więcej to było warte w tej chwili, niż bryła szczerego złota!
Natychmiast opasał się tym pasem. Za pasem tkwiło aż czterdzieści naboi, z tego dwie trzecie do strzelby, kule dum-dum z ołowianym płaskim końcem. Reszta naboi była od rewolweru. Strzelba była najnowszej marki, doskonała; rewolwer dużego kalibru, nabity. Obejrzał go i otworzył przed oczami Celii, która również nie posiadała się z radości.
Podszedł do drzwi chaty i zawołał mocnym, dźwięcznym głosem: