Blake wcale nie stracił rezonu, i owszem, wpatrywał się w Celię z taką bezwstydną bezczelnością, że Filipa aż ciarki przeszły.

— Nic nie rozumiesz, nieprawdaż? — zagadnął go Blake, wybuchając grubiańskim śmiechem. — Ja także nic. Ale domyślam się doskonale, co ona ci chce powiedzieć. Pęknąć można ze śmiechu!

Skierował oczy ku drzwiom, jakby spodziewał się pomocy. Widząc, że nikt się nie zjawia, wybuchnął gniewem.

— Zatem ty się nazywasz Filip Brant, z królewskiej lotnej policji? Moje nazwisko już znasz; przeczytałeś je: Blake. Tylko to G. wcale nie znaczy George. Jeżeli mi rozwiążesz nogi, abym mógł stanąć lub przynajmniej usiąść, powiem ci coś ciekawego. No, nie bój się! Przecież mając tak skrępowane ręce, nie mogę ci zrobić nic złego. Pozwól raz tylko wyprostować trochę członki. Leżąc tak na plecach, nie mogę mówić. Dusi mnie w gardle, gdy ledwo otworzę usta.

Filip ujął w ręce strzelblę i wręczył ją Celii. Następnie przeciął więzy na nogach jeńca. Blake‘a podniósł się z ziemi i stanął.

— No, teraz gadaj! — odezwał się Filip rozkazującym tonem, przykładając równocześnie lufę rewolweru do jego piersi. — Daję ci minutę czasu na wyznanie wszystkiego. Toś ty sprowadził Eskimosów aż tutaj, prawda? Czego wy chcecie od tej dziewczyny? Czegoście się na nią uwzięli? Co zrobiliście z jej ojcem?

Blake wykrzywił usta w szyderczym uśmiechu. Tonem stanowczym zaczął mówić wolno, dobitnie:

— Pomyliłeś się, bratku! Mnie nie nastraszysz niczym. Znam ja się na takich sztuczkach. Nie łżyj, że mnie zastrzelisz. Nie będziesz strzelał i nie masz wcale takiego zamiaru. Skoro mi się spodoba, będę mówił... albo nie powiem nic. Zanim się zdecyduję, dam ci jedną dobrą radę. Oto zabierz sobie te sanki stojące przed domem, weź psy, i uciekaj stąd czym prędzej. Sam jeden, sam jeden, rozumiesz?!!! Zostaw tu tę dziewczynę i nie zajmuj się nią więcej. Tylko w ten sposób może ci się uda uniknąć losu...

Wykrzywił straszliwie gębę i wzruszył ramionami.

— Chciałeś powiedzieć — dokończył za niego Filip, nie posiadając się z gniewu — losu Olafa Andersona i jego towarzyszy?