— Czego ja od niej chcę? — powtórzył wolno. — Gdybyś ty, tak jak ja, przez pięć lat nie widział na oczy białej kobiety i gdybyś tak niespodziewanie w zapadłym kącie, w odległości dwóch tysięcy mil od wszelkiej cywilizacji, natknął się na podobną niebiańską istotę, co byś ty sam z nią począł? No, powiedz! Czegóż byś od niej żądał? Gdybym nie był takim skończonym osłem, byłbym już dawno doszedł z nią do ładu... jeszcze za pierwszym spotkaniem, zanim ten przeklęty Bram Johnson ze swymi wilkami wyrwał ją z rąk moich i Eskimosów.

Filip z wysiłkiem hamował ogarniające go oburzenie, podczas gdy Celia wodziła zaniepokojonym wzrokiem po obu mężczyznach, na próżno starając się odgadnąć, co oni mówią.

— Tak, tak, rozumiem już — odparł Filip. — Wymknęła ci się w najwłaściwszej chwili. Ale... czy ona w ogóle wiedziała, czegoś ty chciał od niej? Czy jej to mówiłeś? Jestem przekonany, że ona dotychczas jeszcze nie domyśla się tej twojej miłości... uważa cię tylko za przyjaciela. Teraz postarasz się to odrobić, prawda?

Oczy Blake’a zabłysły dziko, twarz ściągnęła mu się w złowrogim grymasie.

Filip wybuchnął, a zanim jeszcze zaczął mówić, Blake już rozumiał, że wzięto go na kawał.

— Nigdy jeszcze nie dziękowałem Panu Bogu tak serdecznie, jak w tej właśnie chwili! — mówił Filip. — Tak jest, dziękuję Bogu z głębi serca, że Bram, ów potwór, obrzydliwy, wstrętny, ów wariat — ma jednak duszę! No, a teraz dotrzymuję danego słowa — nie będę zwlekać już ani minuty dłużej. Chodź tu!

Blake zryczał z wściekłości:

— Ja mam iść? Dokąd? Co to ma znaczyć?

— Jak to? Jeszcze się nie domyślasz? Nie domyśliłeś się, że ja razem z tą dziewczyną wyruszam w drogę, nie na południe, lecz w stronę Miedzianej Rzeki, i że ty idziesz razem z nami? Otóż słuchaj, co ci powiem! Słuchaj dobrze! Być może, że po drodze wypadnie nam się bić. Na ten wypadek zatem wbij to sobie dobrze do mózgownicy, że pierwsza kula przeznaczona będzie dla ciebie! Zrozumiałeś! Z chwilą, gdy choć jeden z tych zbójów Kogmolloków wystawi nos na naszej drodze, zastrzelę cię jak psa. Dlatego dobrze będzie, jeżeli od razu wyjaśnisz całą sprawę w odpowiedni sposób tej czarnej małpie o gębie puchacza, co stoi tu i wyłupia na nas swe ślepia. Przykaż temu jegomościowi, by tę radosną nowinę zwiastował swym zacnym braciom, skoro się tu zjawią. Niech ich objaśni należycie... No, dalej, spiesz się!... Myślisz może, łotrze, że ja żartuję?...

Rozdział XXII. W drodze do Miedzianej Rzeki