Wyjechałem z domu do obozu, stanąłem pod Kosiną3137, gdzie się województwo krakowskie gromadziło; stamtąd poszliśmy pod Gołąb3138 i tam król przyszedł do obozu i wszystkie województwa skupiły się.
A Turcy już byli wzięli Kamieniec3139, ale verius dicam3140 nie wzięli, ale go sobie kupili u zdrajców ojczyzny naszej i wszystko Podole i Ukrainę zawojowali, szable nie dobywając. Lipkowie3141 albo raczej Czeremisi, Tatarowie litewscy, nasi wychowańcy, z Kryczyńskim3142, wodzem swoim, zdradzili nas i do Turków wszyscy poszli.
Po wzięciu Kamieńca puścili Tatarowie zagony głęboko, aleć się im nie poszczęściło z łaski bożej, kiedy wojsko nasze na imię króla pobożnego wszędzie ich potężnie biło; pod Niemirowem3143, pod Komarnem3144, pod Kałuszą3145 naginęło tego jako psów, a w lassach, po błotach najwięcej tego nabili chłopi. My zaś i z królem stojąc pod Gołębiem, trudno było dalej progredi3146 i łączyć się z wojskiem kwarcianym, bośmy mu nie ufali, widząc, jakie conspirationes3147 zachodzą contra coronatum caput3148, żeby byli radzi króla wydali na sztych nieprzyjacielowi. Wtenczas, kiedy orda brali [jasyr] koło Komarna, posłano na podjazd komenderowanych z pospolitego ruszenia, ludzi wybierając i na koniach dobrych. Rozdzielono nas na dwie watahy. Dano nad jedną watahą komendę Kalinowskiemu3149, nad drugą zaś mnie. Poszliśmy dwiema szlakami nocą. Ja tedy, wiedząc dobrze tryb podjazdowy, poszedłem tedy na Bełżyce3150 wszystko manowcami a lassami. Nie zdało się to panom pospolitakom; poczęli narzekać, że to nie bitym gościńcem, że to czasem koń usterknął3151 się na pniaku, czasem gałązka przez gębę zacięna. Nade dniem stanąłem pod Bełżycami w brzegu lassa, i żeby koniom trochę odpocząć, tak w rękach trzymając, paśliśmy konie. Jak świtać poczęło, rzekę: „Mości Panowie, trzeba się wywiedzieć, co się dzieje w mieście, jeżelibyśmy tu kogo nie napadli po swoich plecach, bo psy słychać szczekające, a ludzi nic; za czym podjechać trzeba w kilku koni, a nam dawać znać albo też, jeżeliby was postrzeżono, to ich wywabić w pole, żebyśmy zagonionych mogli obskoczyć i dostać języka”. Z ochoty nie porywa się nikt; gniewno mi okrutnie i mówię: „Także się to będziemy słuchać, Mości Panowie? Jak pójdziemy dalej? Nic tu wprawdzie po moim starczyństwie, kiedy taka będzie oboedientia3152; pojadęż ja sam, a wy przynajmniej bądźcie pogotowiu, jeżelibym wam tu przyprowadził gości”. Potrwożyło się to wielce, bo taka była fama3153, że Tatarowie już są koło Bełżyc; jakoż i byli koło południa wczorajszego, ale coś niewiele. Rzecze Chociwski: „Jadę ja z Waścią”; Sieklicki: „I ja”. Bo to jakoby moi byli: jeden brat, drugi wielki przyjaciel. Stroński młody rzecze: „Kiedy Waść sam jedziesz, to i ja jadę, ale z kim inszym nie pojadę”. Pojechaliśmy tedy. Przyjedziemy pod miasto — nic nie słychać; wjedziemy w miasto — nic; tylko znowu psi się podrażnili, co już byli trochę umilkli. Do domów, szukać ludzi — i człowieka nie masz; co żywo, w lassach. Wyjechaliśmy znowu z miasta, stanęliśmy między folwarkami cicho; już też oświtło, aż chłop wyjrzał z todoły przez poszycie3154, snopka podniósszy. Do stodoły owej, wołać go, szukać; żadnym sposobem znaleźć go nie mogli, bo pełna stodoła zboża. Aż dopiero pocznę wołać: „Chłopie! a toż ty swojej zguby pragniesz i co się kryjesz przed Tatarami, od chrześcijanów zginiesz; bo mnie tu nic więcej nie trzeba, tylko wypytać się, co się dzieje, bom ja od króla, a tu nie mogę w całym miasteczku znaleźć człowieka, i ty się nie pokażesz, chocieśmy cię już widzieli; a toż nie możemy się inaczej nad tobą zemścić, tylko cię tu zapalemy”. Aż dopiero chłop: „Mości Panie, już wylezę”. Wylazł tedy. Pytamy: „Byli tu Tatarowie?” — „Byli wczora w południe; gonili chłopów dwóch, ale im uciekli w las. Oni też zaraz stanęli w brzegu, ale jednego chłopa postrzelili z łuku po plecach, kiedy już wpadał w las. Znowu zaś przed samym wieczorem widzieliśmy ze trzydzieści konnych, ale nie wiem, kto to byli, bo z daleka”.
Posłałem ja tedy po owych swoich ludzi; przyszli tedy, w radę; a tymczasem po snopie zboża koniom położono. Jedni mówią: „Iść dalej”; drudzy: „Nie iść, wrócić się: pogubisz nas. Dość na tym, cośmy tu dotarli; nie wódź nas dalej”. Przecież praevalui3155, żeśmy poszli. Idziemy milę i drugą; już tu vestigia3156 tatarskie, co to niektóre rzeczy upuści, zgubi, niektóre też i rzuca, kiedy mu się co lepszego trafi. Tchórz ich oblatuje; ja jednak cieszę, że to ludzie, uciekając, upuszczali, nie tata[rski podjazd]. Wtem szlachcic wyjechał do nas z lassa i ten dopiero prawi, że „tu, milę tylko pojechawszy, nabierzemy Tatarów, co chciemy, bo się włóczą po wsiach, nietrudno będzie o języka. Jam wczora między nimi jeździł, a nie śmieli się na mnie porwać; tak są obciążoni i konie mają pomordowane. Sam was poprowadzę ścieżkami, chrustami”. Po tych jego powieściach chwyciło się mnie tego serce bardzo i mówię: „Nu, Mości Panowie, teraz nam trzeba pokazać, że nas Bóg i natura formavit3157 ludźmi, nie grzybami; będziemy mieli nad inszych, kiedy się z tym popiszemy królowi, że przyprowadziemy języka. Sam to Bóg podaje nam tę okazyją, tak snadną do nabycia dobrej reputacyjej; pokażmy się, żeśmy ludzie”. O Boże! kiedy to okrzyk na mnie: „Albo my to kwarciani?3158 Albo my to Wołosza, albo ludzie służebni? Mamy my wojsko kwarciane, któremu płaciemy, żeby się za nas biło. Nie posłano tu nas dla języka, tylko dla wiadomości, którą już wziąwszy, nie pójdziemy stąd dalej. Mam ja żonę, mam ja dzieci; nie będę się tak szarzał3159, jak się komu podoba, bom nie powinien”. Perswaduję, jak mogę, że „to i my ludzie, jako i kwarciani; nie bądźmy hierozolimską, ale polską szlachtą; pamiętajmy na Boga i ojczyznę; wstydźmy się słońca tego, które nam świeci, gdy się ludzi nie wstydziemy”. Surdis fabula narratur3160; swoje oni prowadzą, że „nie powinniśmy, nie pójdziemy”. Pytam: „Kiedyście z domu wyjeżdżali, qua intentione3161 wyjeżdżaliście: czy jak na wojnę, czy jak na wesele?” Żadnym sposobem nie wyperswadowałem. Uczyniwszy votum3162 i wymówiwszy: „Póko żyw będę, nigdy się już takiej komendy nie podejmę i wolałbym paść świnie, niżeli z pospolitego ruszenia komenderowanych prowadzić na podjazd”, wróciliśmy się tedy nazad z owej wojny. Miałem wyrostka Leśniewicza, co mi konia powodował3163, a frant był wielki; i mówię mu: „Miły bracie, każ od siebie konia wziąć inszemu, a ty znajdzi sposób, żebyś nam jaką uczynił trwogę”. Pojechałże ów i uczynić deklarował, et interim3164 powiedziałem niektórym konfidentom, że „tu wnet będziemy mieli trwogę, tylko nic nie mówcie; doświadczemy tu się wnet dobrych pachołków”. Przyjeżdżamy już wieczorem przed wioskę, aż ów wyrostek zapalił kopę konopi, ułożonych w ogrodzie, jak to zwyczajnie w jesieni układają opodal od chałup. Kiedy to huknie, dopieroż cale rozumieli, że to Tatarowie; uczynił się szelest po wsi, hałas. Ja mówię: „Mości Panowie, do nich!” A Mości Panowie od nich, każdy w swoję drogę, co żywo. Na mnie wołają: „Mości Panie komendancie, lepiej uchodzić, bo i nas zgubisz, i wojsko zawiedziesz3165, i króla, kiedy na sobie przyprowadziemy nieprzyjaciela”. Ja po staremu mówię: „Ej, nie wytrwam: skoczę pod ogień, dowiem się, co się dzieje”. Owi też już conscii3166 tego terminu mówią: „Jedźmy, skoczmy; dyć nas całkiem nie połkną”. Skoczyliśmy tedy pod wieś, a Ichmość w drogę. Powróciem nazad — nie masz nikogo; ponajdowaliśmy tylko, co po[o]dbiegali: sakiew z sucharami a z wędzonkami, z serem, opończy, kańczugów3167 i inszych drobiazgów. Między inszymi rzeczami cynowa ładownica została na rzemiennym pasie a w skórę powleczona, pełna gorzałki zacnej, ze dwa garca w niej; to się tak za nię wstydzili, że się nikt do niej przyznać nie chciał, choć ją [pokazowaliśmy] na wysokiej tyce uwiązawszy. Tak tedy myślę sobie, powróciwszy, i do drugich mówię: „Niedobrześmy uczynili: kiedy tamci tchórzowie przybieżą i potrwożą wojsko!” Jaki taki: „Prawda, prawda; cóż z tym czynić?” — „Posłać trzeba takiego, co by wszystkich wyminął i tam, jeśliby który tchórz co powiedział, żeby świadczył, aby mu nie powierzono”. Rzecze pan Adam Sieklicki: „Niech jedzie mój Wilczopolski. Z koniem mi służy; przykażę mu, żeby go nie żałował”. W lot tedy stało się tak. Daliśmy mu łyknąć owej gorzalice i mówię mu: „Nie żałujcież, panie, konia, bo to o wielką rzecz chodzi; strzeż Boże potrwożyć wojsko i króla dla naszych żartów: i twoja szyja byłaby w strachu (bo też to tam był z moim wyrostkiem jako wiadomy miejsc, bo Lublanin był szlachcic). Jeżelibyć koń miał zdechnąć [nie żałuj!]”. On jakoś nieochotnie podejmuje się, bojąc się o konia, jako chudy pachołek. Dopieroż ja rzekę: „Wsiadajże na mego, a swego oddaj pod mego czeladnika”. Tak się stało. Podoganiał ich, powymijał i owszem bardziej, doganiając, postraszył, powiedając: „Oto i ja już nie na swoim koniu siedzę, bom go stracił i musiałem na cudzego wsiadać”. Skoro już wszystkich wyminął, jechał sobie powolej z pr[z]odownikami; dopiero, kiedy już wydrapali się z lassów, tylko polami jechać było potrzeba, perswadował, żeby się gdzie na paszej zabawili, „gdyż tam nasi panowie są na odwodzie; gdyby im ciężko było, już by ich tu za nami widać było”. Owi też, uważając, żeby to ich wielka była sromota, gdyby bez komendanta i z inszej kompaniej powrócili, zatrzymali się już w mili tylko od obozu, ba i [tyle] nie było. Nadrapawszy się po owych lassach, na łbie nautykawszy, i do tygodnia drugi nie mógł przyść do siebie, oliwę pijąc i boki smarując. My zaś na owym koczowisku zanocowaliśmy, mieliśmy się dobrze i sami, i konie. Jak świtać poczęło, ruszyliśmy się za nimi powolej człapią3168, zbierając po szlaku czapki, kańczugi et varia3169. Wyjeżdżamy z lassa, aż też oni, obaczywszy, biorą się do koni i wsiadają. Mówię do nich, przyjechawszy: „A, Mości Panowie, trzeba się wstydzić Boga i ludzi; upuściliśmy dla nieposłuszeństwa okazyją taką, żebyśmy byli i języków nabrali, i dobrą otrzymali sławę; a to było kilkanaście Tatarów, a pouciekali nam, że nie miał kto wioski obskoczyć; nas było mało, sprawa nocna, nie mogliśmy temu sami sufficere3170, a przecie, gdyby kilkaset ludzi było, pewnie by był żaden nie uszedł”. Nie wierzyli zrazu, mówiąc, że „to tak nami łudzisz”. Ale jak obaczyli szkapę, co go wziął pana pachołek w krzakach, co też to od niego ktoś uciekł, uwierzyli dopiero; bo też podobny był do bachmata3171 i łączek3172 na nim goły, skórką tylko powleczony na kształt mody tatarskiej. Dopiero ucieszyli się, poczęli prosić, żeby nie powiedać, żeśmy Tatarów nie widzieli, „boby ta wszystka wina i sromota na nas przyszła”. Staliśmy na tym traktacie z godzinę w polu, relegowawszy czeladź na stronę, których potem informowano, żeby też powiedzieli, że nie widzieli Tatarów. Dopieroć obiecałem im to z wielkim ich ukontentowaniem, że nie będę powiedał, mówiąc, że „wy Pana Boga nie obrażacie nieprawdą, powiedając, żeście Tatarów nie widzieli; ale uważajcie, jaka to jest infamia i obelga narodu, kiedyśmy ludzie bez serca: po sejmikach, po kołach generalnych siła mówiemy, hałassy robiemy, a kiedy przyjdzie do czego, to nie umiemy nic”. Wymawiałem ja to jednak w kożdym posiedzeniu, chwaląc ich quidem3173: „Toto komiliton3174 mój! Odprawowaliśmy z sobą podjazdy, bywaliśmy w okazyjach, stawaliśmy tak i owak”. Kto wie termin3175, to się tylko śmieje.
Zabieramy się potem ku obozowi, aż też Kalinowski z woją partyją idzie. Złączyliśmy się tedy. Pyta, jak mi się powodziło. Powiem, że wolałbym świnie paść przez ten czas, póko się podjazd nie powróci, niżeli nad takimi ludźmi mieć komendę. On też conformiter3176 powieda, i tak przez całą drogę, pókośmy nie weszli w majdan, o tym był dyskurs, stroną sobie jadąc.
Powróciwszy do obozu, kazano nam iść do króla z relacyją. Nie chciałem ja iść, czyniąc się chorym, ale Kalinowski przyszedł do mnie. „Pódź Waść, bo będą rozumieć, że to Waści ta praca zdebilitował[a]3177”. Ja mówię: „Nie chce mi się i wstyd mię tam póść i nie mam co powiedać, bo nie masz co, łgać też nie umiem”. Rzecze Kalinowski: „A toż ja będę relacyją czynił, byleś i Waść był ze mną, jako komendant drugiej dywizyjej podjazdowej”. Poszedłem tedy z nim do namiotów królewskich, zastaliśmy tam różnych senatorów, panów. Czyni tedy Kalinowski relacyją, prawi jak na mękach, koloryzuje, powieda na ostatku, żeśmy się dusznie3178 starali o języka, ale dostać żadną miarą nie mogli, bo już były zaciekłe3179 czambuły3180 do kosza3181 poschodziły. A on z woją dywizyją i w pół tej drogi nie dotarł, gdzie ja, i szlaku tatarskiego nie powąchał, bo go także nie słuchali.
Jak on skończył, aż mówi pisarz polny, Czarniecki Stefan, do mnie: „A Waść na inszym szlaku byłeś z wymi ludźmi?” Powiem: „Tak jest”. — „Więc trzeba osobną relacyją uczynić [z] swojej przysługi”. Rzekli insi senatorowie: „I bardzo trzeba”. Dopiero ja mówię: „Powinność to jest nasza poddańska exsequi mandata3182 Waszej Królewskiej Mości, Pana mego Miłościwego, protunc3183 wielkiego wodza i szafarza krwie naszej, którą że ochotnie kożdy z wiernych poddanych in aleam fortunae3184 nieść i łożyć powinien, o tym się sądzę; quo animo3185 zaś i z jaką gotowością in praesenti termino3186 należytą za dostojeństwo majestatu WKMości, Pana mego Miłościwego, kto ofiarował victimam, non indago3187. Moje i komilitonów moich actiones3188, choćby najlepsze, chwalić non expedit3189; gani[ć] zaś, jeśli nikczemne, crudele3190. Tych rzeczy, które się ponderować3191 mogą in statera iudicii3192, ani ganić ani chwalić; mało po tym, ponieważ eventus acta probat3193. Nie wiem, czy złe oko, żeśmy dotarszy szlakó[w] nieprzyjacielskich, widząc ognie i tumany, pewnym językiem nie mogli się przysłużyć WKMości, Panu memu Miłościwemu. Relacyjej JMości pana łowczego podlaskiego, MMPana i brata, taki jest [sens]: »Volui, sed non potui3194«. Ja zaś, mam li dwojako Pana Boga obrazić: i lenistwem, i nieprawdą, wolę się przyznać verius dicendo: potui, sed nolui3195; wielkiego zażywszy słów monarchy, veni, vidi, sed non vici3196. In posterum3197 jeżeliby się Waszej KMości, Panu memu Mł[oś]ciwemu, na podobną imprezę moja zejść będzie mogła usługa, wolę hanc suscipere provinciam3198 z piętnastą ludzi służebnych, oboedientiam3199 obserwujących, niżeli ze stem i drugim panów, swoimi sentymentami rzeczy wojenne dyrygujących. O to upraszam pokornie Majestatu Waszej KMości, Pana mego Mł[oś]ciwego”. Spojrzą po sobie, poczną się okrutnie śmiać. Rzecze Potocki Szczęsny3200, wojewoda si[e]radzki, do króla: „Jeszczem nie widział tak prawdziwej pochwały”. Odpowie Czarniecki, starosta kaniowski, pisarz polny: „Nie dziwować się; nauczył się bo w dobrym porządku wojować”.
Rozgłosiło się tedy, gniewali się. Stary Misiowski3201 mówił przed niektórymi: „Nie uroście u nas w województwie pan Pasek za taką braci naszych dyfamacyją3202. Jam też zaś mówił e contra3203, że „oni sami na taką zarobili infamią i zawsze im na oczy wyrzucać będę”. Przysłał ci zaś był potem pan Sobieski, hetman i marszałek koronny, kilku Tatarów; ale i na tego fremebat popularitas3204, że go to fama3205 uczyniła drugim po arcybiskupie malkontentem. Poczęto zaraz traktować konfederacyją, albo raczej praktykować3206, żeby się sprzysiąc unanimi voto3207 króla do garła nie odstępować, bo miał wielką popularitatem3208 i u wszystkich stanów miłość. Z tej racyjej invehebant3209 na wszystkich bardzo malkontentów. Ruszyliśmy się tedy pod Lublin i tam zaraz stanąwszy, mówili de modo consultationis3210: „Jako to chrzcić: czy sejmem koronnym3211, czy konwokacyją, czy kołem generalnym?” Conclusum3212 tedy, że nie może być konwokacyja, bo ta per certum numerum personarum3213 odprawuje się; nie sejm, bo ten per nuntios terrestres3214, a tu tota Respublica3215 i kożdy sobie jest posłem, ale musi być koło generalne, ponieważ Rzplta in armis exsistit3216. Obraliśmy tedy marszałkiem Stefana Czarnieckiego, pisarza polnego, starostę kaniowskiego, człowieka tantae activitatis3217, który tak umiał rzeczy akkomodować3218 żeby wszystko przyprowadzić ad eum finem, per quem3219 nie byłaby damnificatio Reipublicae3220. Sam to znać Bóg ordynował serca ludzkie, żeby obrać tego, który by nie tylko na przednie, ale i na ostatnie miał wzgląd koła3221; bo gdyby był kto inszy z tych, co sobie tego życzyli, dostąpił pomienionej dyrekcyjej, infallibiliter3222 zamieszaliby byli Rzeczpospolitą tak jako nigdy bardziej. Bo jedni zelabant pro parte coronati capitis3223, jej laesionem3224 zakładając pro basi et angulari lapide3225 i radząc, żeby się tego upomnieć i przy tym stawać in gradu absoluto3226; drudzy zaś uważali praeiudicata antecedentia3227, że to trafiały się podobne okazyje, do jednej tylko osoby regulujące się3228, a czego w ojczyźnie narobiły, do jakiego przyprowadziły krwie rozlania! Uważali, że to wielkie za sobą pociągnąć musi krwie rozlanie, zamieszanie, a Bóg wie, jeżeli nie ostatnią zgubę nie tylko tego jednego królestwa, które jest antemurale Christianitatis3229, ale i wszystkich inszych monarchii chrześcijańskich, a znać, że to sama wola boska militabat pro nobis3230, bo się nam wszystkie rzeczy klejeły. Tamci zaś cholerycy3231 pragnęli miecza i krwie rozlania, wołali pretendując3232, że nie może być dobrze w Polszcze, póko perversa capita3233 (które i z dobrym panem nie dadzą nam spokojnie zażyć swobód naszych) nie wezmą swego karania.
Tak tedy stanął szczęśliwie elektem na marszałkostwo Czarniecki3234; zaraz przy tym conclusum3235, żeby kołowanie3236 odprawiało się [przez deputatów] z powiatów, a to propter meliorem ordinem3237, żeby sami tylko deputaci z marszałkiem zasiadając na sessyjach, traktowali celeriorem cursum consultationum publicarum3238, żeby głosami czasu nie zabierać i prędszą w kożdej materyjej nomine3239 powiatu swego dać deklaracyją, non praeclusa jednak via3240 przymówienia się kożdemu szlachcicowi, choć nie deputat, uprosiwszy sobie głos u marszałka do materyjej, o której powinien był wprzód mieć dobrą od deputata swego informacyją. Poobierano tedy w partykularnych kołach deputatów po dwóch z kożdego powiatu, gdzie też i mnie z powiatu lelowskiego kazali Ichmość sobie służyć, i stanąłem deputatem z panem Wojciechem Giebułtowskim. Zasiadaliśmy tedy w polu przed namiotami królewskimi, koło wielkie założywszy, a koło nas arbitrów3241 konnych zawsze kilka i kilkanaście czasem tysięcy, jednych trzeźwich, drugich pijanych. Zagaił marszałek facundissima oratione3242. Nastąpiły gratulationes3243 od króla, od senatu, apprecando felicem eventum3244. Kożdemu marszałek odpowiedział in forma amplissima3245.
Proponowano tedy materias consultationis3246, ale specialiter3247 punkta kardynalne, to jest, defensionis patriae3248 i należytej potędze tureckiej resystencyjej3249, a drugi custodiae corporis3250 króla pana et securitatis ab impetitione et insidiis malecontentorum3251. Od czego najpierwej począć, petit consilium3252 marszałek od koła. Poczęli zabierać głosy, wywodząc, że utrumque necessarium3253, ale cura salutis3254 JKMości, Pana naszego Młgo, ma być w tym u nas predykamencie3255, żeby ante omnia3256 był obmyślony Majestatowi zaszczyt, a potem o inszych consulere3257 materyjach. Taką miał miłość ten pan, że wszyscy unanimi voce3258 na to się zgadzali, żeby zaraz w obozie zaciągnąć i zostawić do boku jego piętnaście tysięcy wojska i pospolite ruszenie omni necessitate3259 za pierwszymi zaraz wiciami3260, aby w pole wychodziło, libere3261 deklarowali; i nie wzięła ta materyja więcej czasu nad 3 godziny. De methodo3262 jednak contribuendi3263 na tę wyprawę zgodzić się nie mogli po kołach partykularnych kilka dni, bo niektórzy chcieli przez pobory3264, drudzy przez podymne3265 etc. A że nierychło na owę zebrałoy się wyprawę, gdyby czekać wybrania owych podatków, tedy i w tym nie mniejsza poddanych przeciwko panu pokazała się miłość, że, kto miał leżące po depozytach piniądze w domu, dobrowolnie z swoją odzywali się ochotą: „Ja województwu memu pożyczę 50 tysięcy”. — „Ja 60”. — „Ja 10”. — „Ja 15”. — „Ja 20”. etc. I tak wnet sumy było i nadto. Samiż tedy swoich sum poborcami byli, sami je za asygnacyjami rotmistrzom wydawali; których rotmistrzów województwa sobie obierały. Drudzy też, co byli bliżsi, zaraz do obozu posprowadzali piniądze i tak w lot zaszczyt3266 panu obmyślony. Co wszystko sprawiła miłość prawdziwa poddanych przeciwko królowi, któremu właśnie trzeba było zaszczytu, bo już wojsku tamtemu, pod hetmanami będącemu, nie konfidował. Z trony zaś resystencyjej3267 potędze tureckiej ta była konsyderacyja3268, że to, cokolwiek my teraz czyniemy dla króla, hoc bonum3269 jest publiciter bonum3270, bo kiedy króla będziemy mieli mocnego, nie tak się o niego oburzą3271 te zawzięte impety. Obmyślili tedy obronę. Dopiero wkroczono w materyją, żeby sądzić tych, którzy niewinnie3272 consurgunt3273 przeciwko panu, i wydać im mandat3274. Mówią insi, perswadują, osobliwie marszałek, że „to podczas strasznej wojny nie tylko by [non] irritare crabrones3275, ale i owszem zamilczyć swojej krzywdy; król JMość, jako Pan Miłościwy, non urget3276 tego propter bonum pacis3277; jeżeliby się kto taki znajdował, będzie na to czas, uspokoiwszy, da Pan Bóg, wojnę tak straszną turecką”. O, po staremu darmo; o, po staremu: „Sądzić!” Co którego ex magnatibus3278 wspomną, to nie rzeką, tylko: „Zdrajca, katowskiego godny miecza, etc. Długoż ci zdrajcy swymi będą nas inkwietować3279 przewrotnościami? Zły im był król Kazimierz; nie przestali go tentować3280, aż go do wiecznej infamiej3281 przyprowadzili. Dał nam Bóg teraźniejszego ojca, nie pana; już się im i ten nie podoba. Trzeba się nam otrząsnąć tym rektorom3282, co to nami tak się bardzo opiekują, bo inaczej nigdy nie będziemy mieli uspokojenia”. To to tu się w kole traktuje. Tu deputat deputatowi odpowieda rotionaliter3283; a tu od owych cyrkumstantów3284 z leda słowa stanie się huczek, o leda słówko trzaskanie szablami, obuchami kiwają, do pistoletów się porywają; to zaś deputaci wstają z miejsc swoich ujmować, kożdy swego (bo taka była ordynacyja, żeby kożdy, kto przyjechał lub przyszedł do koła, non capiat3285 miejsca, tylko za swoimi deputatami). A tu wre, jak w garku; to leda materyjka, choć lekka, zabrała czasu godzinę i drugą. Bywało tego często nawet i po partykularnych kołach, które się ante sessionem3286 pod chorągwiami odprawiały, nie bywało bez wielkich tumultów; dosyć na tym, szkoda było nie tylko co wymówić, ale i mruknąć przeciwko królowi: tak był chwycił ludzi wszystkich za serca, bo mówili, że „to król nasz, krew nasza, os de ossibus3287; dawnośmy się cieszyli królem swego narodu”.