Wypadł na pokój. Podskoczył. Szczeknął. Trafił znów na dywan. Siadł. Kiwnął się raz w przód, raz w tył. Położył. Podwinął nóżki pod siebie. I natychmiast zasnął jak kamień.
Bielasek poczynał sobie całkiem inaczej.
Nie myślał on o jakichkolwiek podróżach! Ani mu w głowie były jakiekolwiek wyprawy do nieznanych krain! Przeciwnie! Olbrzymi pokój zapełniony nieznanymi meblami, zapachy obce i jakieś niesamowite — wszystko to napawało go strachem. Najchętniej schowałby się z powrotem do koszyka! Nie pragnął nic widzieć! Nie chciał czuć tego dziwnego świata, w którym się znalazł! Nowe zapachy nic go nie obchodziły!
Lecz koszyk był zbyt wysoki! Nie tak to łatwo było się doń wdrapać z powrotem!
Na próżno się wspinał, podreptywał na tylnych nóżkach! Na próżno jękliwie i żałośnie prosił, by brzeg koszyka zniżył się do niego!
Zniechęciły go wreszcie te próżne wysiłki. Usiadł więc i rozejrzał się. Dostrzegł tuż blisko obok siebie pudełko łubiane. Dzidzia chowała w tym pudle zabawki. Ostrożniutko podsunął się ku temu pudłu. Przypomniało mu ono paczkę drewnianą. Kochaną, miłą, dobrze znaną paczkę! Sypiał w niej z matką i Finkiem!
Obszedł pudełko dokoła, nawołując to Plotę, to brata. Nikt mu jednak nie odpowiadał. Bielasek uczuł się nagle bardzo samotny! Wydawało mu się, że się zabłąkał na wielkim przestworzu obcego świata! Przestał też nagle krążyć koło pudła. Siadł na podłodze. Zapłakał z cicha. Zawył. I oddał się najczarniejszej rozpaczy!
Płakał tak żałośnie, tak przenikliwie, tak się łzawo rozwodził nad swoim losem, że słuchać nie można było!
Dzidzia wzięła go na ręce. Pociągnął kilka razy zapłakanym noskiem. Jęknął boleśnie raz i drugi! Ale coraz już ciszej. Wsunął wreszcie nosek tam, gdzie z uchylonej kołdry zrobiła się fałda. I zasnął. Ale jeszcze przez sen wzdychał. I od czasu do czasu pojękiwał żałośliwie.