Bielasek skurczył się, przysiadł. Ale nie przestawał pracować zawzięcie językiem!

Finek obruszył się na takie lekceważenie grzecznej przestrogi. Złapał też Bielaska za ucho. Bielasek pisnął, odskoczył! I, obrażony, potoczył się boczkiem ku poduszce.

A Finek wylizał spodek do czysta. Toczył jeszcze czas jakiś pustym spodkiem po podłodze, aż dzwoniło. Siadł wreszcie. Zwalił napęczniały brzuszek na lewą tylną nogę. I różowym języczkiem ze smakiem i z powagą zlizywał z pyszczka resztki mleka. Bieliło się ono wielkimi kroplami na bródce, ściekało po piersiach i ginęło w puszystej wełnie.

„Podjadł sobie pies, trzeba się wziąć do roboty’’ — pomyślał.

I w lansadach11, majtając wesoło ogonkiem, pobiegł na wyprawę.

Chodziło o zbadanie wielkiej tajemnicy ciemnej plamy cienia za fotelem. A przede wszystkim o poznanie obyczajów strasznego zwierza, który czaił się zdradziecko z dywanu.

Był to pantofel Dzidzi!

X

Czas mijał szybko. Obydwa psiaki czuły się teraz w mieszkaniu państwa Rosochackich jak u siebie w domu.

Pełno ich było wszędzie!