Jednak noga panienki, pomimo figlarnych szczekań i zachęcających obiegań, ani drgnęła. Zdumiał się tym Finek. Zaczął podejrzewać, że się pomylił. Jeszcze więc raz przysunął się do pończoszki. I obwąchał ją starannie.
„To jest na pewno panienka! — myślał. — To jasne! Muszę ją znaleźć! Na pewno jest gdzieś w środku!” — powiedział sobie.
I zaczął wewnątrz pończochy szukać Dzidzi!
Odgryzał kęs po kęsie. Zgryzł palce. Pociął ostrymi ząbkami piętę. Szukał panienki poza piętą. Aż ściągnął pończochę na ziemię. Wtedy gryzł ją tak, że z pończoszki została tylko obrączka u samej góry, pętelka i kłębki bawełny, rozwleczone po całym pokoju! Panienki w pończosze nie było!
Finek tak się zajął tą badawczą pracą, że ani się spostrzegł, jak pani Rosochacka chwyciła go za kark! Podniosła go do góry! Wyrwała mu z pyszczka resztki pończochy! Obrała go z nici, w które się omotał!
I płaską dłonią raz, drugi, trzeci zwróciła psu uwagę na to, że zupełnie niewłaściwie poszukuje Dzidzi wewnątrz pończoszki! Boć przecież każdy widzi, że jego panienka śpi na łóżku!
— Aj, aj, aj! — wołał Finek wyrywając się rozpaczliwie. — Nie bić! Już wiem wszystko! To jest fałszywa noga panienki! Odkłada ją ona na krzesło, gdy idzie spać! Tak! Tak! Dość!
Wyrwał się. Jak oparzony skoczył w stronę kuchni! Bęcnął po drodze głową o drzwi, aż huknęło! Wpadł za pakę z węglami! I przycupnął w ciemności. No i powiedzcie sami, ile to pies nacierpieć się musi, zanim jako tako pozna na własnej skórze, że pończocha to tylko pończocha i nic więcej!
XI
Finek po tej przeprawie siedział parę chwil bez ruchu. Był rad, że się ukrył tak znakomicie i że mu nic nie grozi.