Finek uskoczył. Stoczył się z walizki. Przestraszył się, bo nuż Katarzyna usłyszy? Przywarował więc cichutko do ziemi.
Czekał. Po chwili jednak podsunął się ostrożnie do paczki. Chwycił ją w zęby. Szarpnął. Został mu w pyszczku kawałek bibułki.
„Ależ to się rwie lepiej niż książka! — pomyślał z radością Finek. — I nikt mi nie przeszkadza! Rozkosz!”
Rozsiadł się więc wygodnie na podłodze. Odsapnął. I zaczął szarpać, rwać, targać pudełko na wszystkie strony!
Obdarł bibułkę do szczętu. Zerwał już wstążeczki. Szarpnął wieczko. Otworzył. I oniemiał z zachwytu! Pudełko pełne było czekoladek!
— No, nareszcie znalazłem coś, z czego się moja panienka ucieszy! Muszę tylko najpierw sam spróbować, czy dobre — mruknął.
No i zaczął próbować. A próbując tak się rozjadł, że tylko uszy sterczały mu z pudełka!
Zjadł już więcej niż połowę czekoladek. Podniósł głowę znad pudełka.
— Dobre, zupełnie dobre! — stwierdził i oblizał się starannie. — Idziemy teraz po panienkę! — postanowił i wybiegł z przedpokoju.
Dzidzia rozmawiała właśnie z ciocią Musią.