Finek stanął przed swoją panią i szczeknął:

— Proszę za mną! Chodź za mną, mówię ci!

Dzidzia nie zwróciła na psa uwagi.

Finek szczeknął więc jeszcze raz. Merdając ogonkiem począł obiegać Dzidzię. Zachęcał ją, aby szła za nim.

— Przestań rozmawiać o byle czym! Są inne, naprawdę ważne sprawy! Chodźże ze mną! Bardzo cię proszę! — przemawiał do Dzidzi. — Zobaczysz, że nie pożałujesz!

— Co tu tak pachnie czekoladą? — zauważyła Dzidzia.

— Czekoladą? A prawda! — zgodziła się ciocia Musia. — Mój Boże, przecież ja dla ciebie przywiozłam czekoladki! I zapomniałam ci je oddać! Chodźmy do przedpokoju!

Finek rozradowany, że nareszcie zrozumiano jego zaprosiny, biegł przodem wolnego truchcika. Za pieskiem szła ciocia Musia i Dzidzia.

W drzwiach do przedpokoju Finek się obejrzał. Uspokoił się widząc, że jego panienka idzie za nim. Podbiegł więc prosto do pudełka z czekoladkami. Stanął nad nimi i szczekał znacząco.

— No, bierz i jedz. Próbowałem! Wyśmienite! Na pewno będą ci smakowały! Jedz i przestań się boczyć na mnie!