Gdzie? Kręcił się koło kuchni?
Tak. Przyczaił się w korytarzu. I jak tylko zobaczył, że drzwi do kuchni są uchylone, wsunął się cichuteńko za pakę z węglami.
Był tak zgorzkniały po ostatniej awanturze z czekoladkami, że postanowił sobie rozerwać się gdzieś z dala od ludzi! A jak najbliżej kubła!
W kuchennym kuble, jak wiecie, można zawsze znaleźć pociechę!
Katarzyny nie było właśnie w kuchni. Finek wychylił się więc zza paki. I ostrożnie, na końcach palców, sunął w stronę, gdzie zwykle stał kubeł.
Już był w połowie drogi, gdy zaleciał go zapach całkiem niespodziewany! Gdzieś z góry! Jakby spływał z sufitu! Podniósł więc wysoko nosek i pociągnął. Tu!
Zaciągnął się drugi raz! Tak, tu! Niezawodnie tu! Albo na stołku, albo jeszcze wyżej!
Finek wspiął się na stołek. Spojrzał. Przed nim stał talerz! A na talerzu wysoka babka, oblana sokiem malinowym!
Liznął sok raz, liznął drugi. Wyborne!
Nie tracąc czasu, zaczął lizać coraz szybciej. Język aż mu fruwał w powietrzu! Wylizał do czysta sok z talerza.