I już sunął ku drzwiom w drwalce, która przytykała do spiżarni. Wszedł. Było ciemno. Finek pociągnął nosem.

— Hm, hm! Co to może być? — zastanawiał się.

Rozejrzał się. Zobaczył, że tuż przy ścianie leży Maciuś, ten stary kocur, którego Finek widział już na podwórzu.

„To tak czuć kota? — pomyślał Finek zdziwiony. — No, żeby też można było używać takiego odrażającego zapachu! Kręci w nosie jak tabaka! I zęby od niego świerzbią!” — Co ty tu robisz, stary? — spytał Maciusia.

— Milcz, smarkaczu! Nie przeszkadzaj! — odmruknął Maciuś. — Jeżeli się odezwiesz albo poruszysz, dostaniesz ode mnie takiego klapsa, że ci się rodzona babka przypomni!

Finek nie odpowiedział nic na te niegrzeczności, tylko ciekawie rozglądał się dokoła. Upatrywał, na co czatuje stare kocisko.

Nagle dojrzał dziurę w podłodze. Zobaczył maleńką myszkę. Toczyła się ona jak szara kulka.

Biegała po drwalce. Kołowała. Zmierzała w stronę nory. Wprost w pazury czatującego na nią Maciusia!

— Nie będziesz miał, kocie, tej zabawki! — postanowił Finek. — Mam! Mam! Mam! — szczeknął i skoczył do myszy.

Mysz jednym skokiem dopadła nory!