Wpaść do kurnika i stłamsić koguta porządnie? Na to Finek nie mógł się odważyć. Zbyt dotkliwie czuł jeszcze uderzenia koguciego dzioba!
Ale trzeba mu nagadać! Powiedzieć, co dobrze wychowany pies myśli o tak gwałtownym i niegrzecznym postępowaniu.
Podskoczył więc Finek do kurnika! Trzymał się wprawdzie w przyzwoitej odległości od wejścia! Ale za to naszczekiwał tak groźnie, jak tylko mógł, przez kratę kogutowi:
— Cham, cham, cham! Nie boję się! Nie! Nie! Nie!
Kogut nie zwracał na te powrzaskiwania Finka uwagi. Grzebnął nogą raz, grzebnął drugi i gdaknął na kury.
— Dość tych gadań po kątach! Do ro-bo-ty! Tak, tak, tak!
Finka zabolała ta zatwardziałość serca koguciego.
„Groch o ścianę! — pomyślał. — Nie ma się co z nim wdawać! Idziemy dalej! Świat jest taki ciekawy! Szkoda czasu!”
Szczeknął ostatni raz na cały kurnik! Wyraził najgłębszą pogardę całemu rodowi kurzemu, bo wytarł szybko tylnymi nóżkami, jakby coś zasypywał za sobą.
— Skończyłem z wami! — oświadczył na zakończenie.