— Jaki ja jestem zdenerwowany! — jęknął. — Ojej, jaki niemożliwie jestem zdenerwowany! Już nigdy nie będę się wspinał do cebra z ciepłą wodą, nigdy! Ojej, panienko, nigdy! — zaklinał się.

Jednak raczył schrupać cukier. I nawet ze smakiem. Postękiwał też coraz ciszej, ciszej...

Aż wreszcie zasnął.

XXVIII

Obudził się. Usiadł. Pociągnął nosem.

— Nie! To nie do wytrzymania! Coś strasznego, jak tu czuć obrzydliwie! To na pewno ta biała piana, którą ludzie dolewają do wody! Br! — otrząsnął się i kichnął raz i drugi. — Uciekajmy stąd! Phy! A psik! A cóż to za zapach wstrętny i mdły!

Zrzucił z siebie prześcieradło. Obszedł kilka kroków. Wstrząsnął się.

— Jakiś dziwny wiatr chodzi mi po skórze! Br! Jak mi zimno!

Ziewnął. Przeciągnął się naprzód, w tył. Przeciągał też każdą z osobna tylną nogę. Obejrzał się na siebie.

— To nie do wytrzymania! Cała skóra mnie swędzi!