— Dla Plotuchy — odpowiedział chłopiec. — Rozmoczy się to we wrzątku, dosypie soli. A gdy wystygnie, podje sobie psina! Ona teraz musi więcej jeść, bo ma małe.
— Tak? A czy to duży pies ta twoja Plotucha?
— Tyciusia, maluchna, ot taka! — pokazał chłopiec. — Ale stróż! No, no! A mądra jak człowiek. Wszystko rozumie, co się do niej mówi.
— I dużo ma szczeniąt?
— Miała sześć, ale zostały tylko dwa.
— Ładne?
— Phi, czy ładne! Chyba nawet od Ploty ładniejsze.
— Macie je na sprzedaż? — zapytał pan Rosochacki.
— Trzeba je będzie sprzedać! — odpowiedział markotnie chłopiec. — Aż mi się nie chce o tym myśleć! Takie zmartwienie dla Ploty!
— Kupiłbym może jedno. Rozumie się, jeżeli szczenięta są naprawdę ładne! — powiedział pan Rosochacki.