— A może tak... — zaczyna Krysia.

— Co?

— A może by tak wuj poprosił pannę Agatę, żeby nam go zostawiła?

— Moje dziecko — powiadam — niedobrze jest wyręczać się kim innym, kiedy daną sprawę możemy załatwić sami. Pomów sama z panną Agatą.

Krysia poszła.

Nie minęło minuty, już była z powrotem.

Płakała.

Pobiegła do kuchni. Co tam mówiły z Katarzyną nie wiem. Wiem tylko, że drzwi trzaskały w całym domu, rondle szczękały, nazajutrz śniadanie spóźniło się o całe pół godziny, a mleko było tak przypalone, że go do ust wziąć nie można było.

Gdy zajechała bryczka, którą mieliśmy odwieźć na kolej pannę Agatę, i zaczęło się wynoszenie rzeczy, Puc i Bursztyn z Mikadem były gdzieś na mieście. Zjawiły się dopiero w ostatniej chwili.

Panna Agata schwyciła Mikada, wpakowała go gwałtem do koszyka.