Ledwieśmy jako tako załagodzili tę sprawę, aż tu masz, nowa awantura. Mikado wyszedł z kosza, ogon pod siebie i w nogi na podwórze.
Złapałem go, niosę, panna Agata porwała psa na ręce. Zapakowała do kosza. Jedziemy.
Czy Krysia pociągała noskiem?
O, i jak jeszcze! A na koszyk z Mikadem starała się nawet nie spoglądać.
Wnieśliśmy rzeczy panny Agaty do wagonu. I koszyki z psami.
Pozostawało jeszcze kilka chwil do odejścia pociągu. Panna Agata stanęła w otwartym oknie.
Przerzucaliśmy się ostatnimi pożegnaniami, jak to zwykle bywa podczas odjazdu.
Nagle — pociąg już rusza, panna Agata kiwa nam ręką, Krysia krzyczy:
— Mikado!
I jakaś kula odbiła się od wagonu i spada pomiędzy nas.