— Chodźcie, chodźcie! — wołała na nich. — Króliki są w ogrodzie!

— Nie zawracać nam teraz głowy! Nie widzisz to, że jedziemy z naszym panem?

A miały takie miny dumne i wspaniałe, jakby to naprawdę one jechały.

Rozdział trzeci

Bryczka zatrzymała się przed dworcem. Pełno tam było ludzi. Pociąg z Warszawy miał przyjść lada chwila.

Szepnął Bursztynowi Pucek, pies bywały, który często chodził na dworzec:

— A uważaj tylko na tego, co to stoi we drzwiach. To gbur.

Bursztyn podszedł do drzwi. Spostrzegł, że ten, co odbierał bilety, zapatrzył się w inną stronę, więc szmyrg! tuż pod jego nogami.

— Pójdziesz! Gdzie? Wynocha! — krzyknął na niego bileter.

Ale Bursztyn niewiele sobie robił z tych krzyków. Odskoczył o kilka kroków, spojrzał na niego z pogardą i szczeknął: