Puścił się więc ku domowi. Patrzy — przed furtką pusto.
Co tu robić?
Wtem gdzieś, na samym końcu ulicy, zamajaczyło coś, niby Bursztyn.
— Ojejej! — jęknął i wyrwał takiego galopa, że aż mu uszy fruwały.
Nareszcie bryczka tuż, tuż. Wywiesił więc język do ziemi, sapał i biegł dobrego truchta.
Powiada do niego Bursztyn:
— A widzisz? A nie mówiłem? Byłbyś się spóźnił!
Puc spojrzał na niego dość przyjaźnie.
— Niech ci tam! Sztama. Co mamy się sprzeczać!
Spotkała ich Plotka.