— Smarkacz, smarkacz! Nibyś ty dorosły! A pamiętasz, jakeś zmykał5 przed Lordem?

— Nie zmykałem, tylkom się wycofał6 z towarzystwa. Nie lubię mieć do czynienia ze źle wychowanymi psami.

— A i teraz nudzisz się, bo żadnej przyzwoitej zabawy nie umiesz wymyślić.

— Bo mi się nie chce bawić.

— Nie chce ci się? — pytał drwiąco Bursztyn.

— A nie chce. Żebyś wiedział, że nie chce — upierał się Puc. — Ba, żebym to ja chciał!

— To co?

— To nic — odburknął Pucunio i dla okazania, że rozmowę uważa za skończoną, przewrócił się na drugi bok.

Bursztyn widział, że się z Pucem nie dogada. Podreptał więc pod werandę.

Miały tam psy skład kości. Były to gnaty wylizane, wycmoktane, wygładzone do czysta. Żadnemu psu nie przychodziło do głowy, żeby się tymi kośćmi pożywić. Służyły one tylko do zabawy, na wszelki wypadek, kiedy nic innego, lepszego nie było.