Spojrzał.

Zobaczył, jak Bursztyńsio oblizuje ulubioną zabawkę — barani gnat, jedyną psią pociechę w ciągłych strapieniach.

Szarpnął kość do siebie. Zaczął od niechcenia, byle czas zająć, cmoktać baranią łopatkę z grubego końca.

Bursztyńsio nie protestował. Był bardzo zgodny i przyjacielski.

Serdecznie zresztą współczuł Pucowi. Obaj byli nieszczęśliwi przez Katarzynę.

Psy cmoktały kość, cmoktały, aż wreszcie zasnęły nos w nos.

Tak to wspólne nieszczęście połączyło skołatane psie dusze, a sen je ukoił.

Rozdział siódmy

Psy spały do samego południa.

Podczas obiadu Bursztyńsio zobaczył uchylone drzwi do sieni. Wzięła go chętka dostać się do kuchni. Już się miał ku wejściu, gdy na samym progu spotkał Imkę.