I nagle stała się rzecz nieoczekiwana. Katarzyna przypomniała sobie Pucuniową karuzelę na szlafroku panny Agaty.
I jak wybuchnie śmiechem! Puc zdębiał.
A Katarzyna śmiała się i śmiała. Wreszcie wyjęła jakąś kostkę z brytfanny i cisnęła Pucuniowi. Schwycił ją w lot.
I nie czekając, co nastąpi, uciekł na podwórze.
Psy zjadły tego dnia obiad wspaniały.
— Jakoś wszystko idzie ku lepszemu — szepnął Pucunio, układając się do snu pod werandą.
— A może już tamci wyjechali? — rzucił myśl Bursztyn.
Ale Puc go wyśmiał.
Przede wszystkim kto widział odjazd gości? Nikt. A po drugie, co teraz słychać? Nie jestże to jazgot tego wyfraczonego potwora?
— Śpij i nie zawracaj sobie głowy — przerwał rozmowę Puc, zawinął się w ogon i zasnął.