A że był ciężki i silny, trzeba się było mocno trzymać na nogach, żeby przy takiej pieszczocie nie stracić równowagi i nie runąć na wznak.

I tym razem Lord zobaczywszy nas już z daleka, majtał kikutem obciętego ogona i gotował się do skoku. Ale zamiast skoczyć na piersi mnie czy Krysi, odsądził się i z całego rozmachu wsparł się łapami o pannę Agatę.

Zaledwiem ją zdążył podtrzymać. Byłaby biedactwo runęła jak długa na chodnik!

Tak była przestraszona, że w pierwszej chwili nie spostrzegła nawet, iż obydwa skarbuńcie wysunęły się jej z rąk i znalazły na ziemi.

Mikaduchna uskoczył w bok, stał w swojej królewskiej pozie i patrzył doskonale obojętnie na to, co się działo.

A działo się też, działo!

Lord zobaczył Tiuzdeja we fraku. I skamieniał ze zdumienia.

— Co to za zwierz? — zastanawiał się.

Okraczył zmartwiałego ze strachu Tiuzdejka, wodził po nim nosem od głowy do ogona i od ogona do głowy.

— Ratujcie skarbuńcia! — krzyknęła rozpaczliwie panna Agata ujrzawszy, że jej skarbuńcio leży jak martwy na grzbiecie i ani się porusza.