— Precz, ty potworze! — wrzasnęła na Lorda.

Ale Lord nie lubił, gdy mu przeszkadzano. Szczególnie nie znosił, kiedy na niego krzyczano bez powodu, wyszczerzył więc wielkie swoje kły i warknął groźnie:

— Nie przeszkadzać!

Ledwieśmy powstrzymali pannę Agatę, która chciała odciągnąć Lorda od Tiuzdejka. Krysia podeszła do buldoga i powiedziała łagodnie:

— Lordzik, kochany, miły, puść Tiuzdejka, puść! — i głaskała go po pałkowatej łepetynie.

Lord spojrzał na nią wyłupiastymi oczyma.

— Nie robię mu krzywdy — mówił. — Pozwólcie mi się tylko przyjrzeć temu stworzeniu, które udaje psa.

Trącił kilka razy nosem zmartwiałego ze strachu Tiuzdejka, dotknął go łapą.

Panna Agata mało nie zemdlała ze strachu.

Napatrzywszy się Tiuzdejkowi, Lord podszedł do Mikada.