II

Cóż, że jestem dziś samotny,

jak smagany wichrem głóg?

Cóż, że barwną swą koronę

pośród zimnych tracę burz?

Wszak naturze, matce wielkiej,

zaciągnięty–m spłacił dług —

I jam z pola wszak nie schodził,

jak leniwiec albo tchórz!

Niech mi syczy głos zawistny: