w tę wiecznie kwitnącą wiosnę,
gdzie w kłębach ciał obnażonych
gra opętanie miłosne.
Gdzie mi najpierwsi młodzieńce
obiodrza1 ściągają z ciała —
wszystkich, jak owad, odpędzę,
Ciebiem jednego wybrała!
Na co ta gorzka pokuta?
Daleką jeszcze mam drogę?
Tumany kurzu tam widzę,