śmieje się dzikim śmiechem,

że się nie spotkał z echem

ten rozpaczliwy głos,

że go wchłonęły odmęty

tej burzy!

Że w tej śmiertelnej podróży,

w tej drodze znojnej,

na tym zsieczonym łanie

upadł, bezsilny człek,

do wichru zwalił się stóp.