głębokim jękiem zapłacze,

rozlewającym się na okrąg świata.

A potem wstaje i traktem rozległym,

albo miedzami idzie znów śród zbóż

k’temu pustkowiu, gdzie w chacie samotnej

czerwone, słabe połyskuje światło.

A za nią snuje się smuga

sinych oparów i mgieł,

na których ciężkiem, dalekiem obrzeżu

zachodnia krwawi się zorza...