I krople potu roni

i, dzierżąc kielich goryczy

w białej, zmęczonej dłoni,

klęka co kroku w swej drodze krzemiennej

i modli się, i płacze, i wzdycha, i modli...

A jej modlitwy i łzy

i te westchnienia głębokie

co krok się w przędze zmieniają pajęcze,

jak one włókna jedwabne,

porozwieszane na rżyskach