W królewskiej komnacie

kazałam służebnicom rozesłać kobierce,

utkane z miękkiej wełny owiec z Galaadu;

majestat ciężkich kotar otula me łoże,

moje łabędzie puchy!...

Ach! jak się trwożę!

Jak lęka się ma dusza, aby promyk złoty

nie przedarł się zuchwale do mojej tęsknoty!

By jakiś listek mirtowy,

gdy wiatr z kryjówek gaju ciche szumy płoszy,