Gdy, wstawszy z głębin, ku wyżynom mkniesz.

Łowisz po drodze głuche szumy drzew,

Które wiatr bujnej pozbawił korony:

Przygnębiający, pogrzebowy śpiew,

Na strunach żałob jesiennych zrodzony,

Łowisz po drodze z serca nagich drzew.

Nad brzegi idziesz spochmurniałych wód,

Na żółte łąki, na zwiędłe ścierniska,

Mgłą się opijasz, przejmuje cię chłód,

Co z ziół zeschniętych siwy szron wyciska