z nieopisanym gubiły się smutkiem

w głębiach sinawych mgieł,

wypełniających przepaść

pomiędzy niebem a ziemią

i swoim gestem obrzeżem

dotykających łanu,

przez moje nędzne skażonego stopy.

I mgły się kłębić poczęły

i wrzeć z taką mocą i syczeć,

jak gdyby ten, co mnie stworzył