wzniesionym z mgławych majaków,

przedziwne kwiaty o zbielałych oczach

rozrzechotanej Meduzy

do jakichś strasznych rozmiarów

w mżachach wyrastały miesięcznych —

kiedy się księżyc skradał do mych komnat

i kładł na łoże mego wyczerpania,

wonczas mnie ze snu budziła lubieżna,

sprowadzająca warg bezwładne drgawki

i źrenic błędną gorączkę,