i oparami wznosi się nad wielką,

nad uciszoną, rozmodloną wodą —

i słucha i patrzy i szepce

swoje wieczyste pacierze.

Z zapadłych wiosek płyną rozhowory,

w bagniskach dzikie odzywa się ptactwo,

a gdzieś w pustkowiu, a gdzieś na rozstaju,

w samotnej chacie połyskuje światło,

a tam! zdaleka cicha idzie Śmierć.

Od zórz zachodnich, w ziół zasypiających