W skok przekraczając kotliny bezdenne,

Bramice śmierci dla człeka, promienne

Wrótnie żywota dla tych sił, co wzajem

Zwalczają siebie, wieczyste a plenne1

W zmian nieskończoność. Nad tych lodów krajem,

Nad tą kuźnicą drzemią szczyty senne,

Ciche, błyszczące. I my błędni stajem2

Z dziwu i słuch nasz tężymy w tej ciszy

Głębie bezmierne. I patrz! duch nasz słyszy

Onego Ducha, co miał moc, by w tumy3,