Pół sen, pół jawa — oto dzień żywota,

Pędzon na żwirach pustego wybrzeża,

O które fala daremnie uderza,

Daremnie z hukiem srebrne piany miota.

Pancerne statki wyruszyły w drogę:

Warczą ich koła, z paszcz buchają dymy

Płyną po głębiach jak ptaki–olbrzymy,

Precz poza sobą zostawiwszy trwogę.

A ja, w dal mając zatopione oczy,

Na jawie przędę z mgieł obrazy senne,