By okryć nimi to morze bezdenne,

Co z takim szumem swoją wieczność toczy.

Na karku tylko dreszcz mi usiadł blady

I rwie mą przędzę bezlitosną dłonią:

Chwila, a w chmurach pioruny zadzwonią,

Mego wybrzeża wstrząsną się posady.

Chwila, a orkan12 porwie swe obroże,

Z nóg i z rąk swoich ciężkie pęta zrzuci

I w zaślepieniu szaleństwa wywróci

Z granic kotliny rozszalałe morze.