Idę, wciąż idę po jęczącym borze...

I choć spotykam pnie, wyrwane z ziemi,

Ten szał, w błękitnym zbudzony przestworze,

By giąć i walić, strachu mi nie wlewa

Do głębi wnętrza: Radbym siły swemi

Zmierzyć się z wichrem, jak te wielkie drzewa

II

Miałem–ci w sobie ongi moc czuwania,

A dzisiaj senność ogarnia mi ducha:

Gdzie życie wrzało, tam dziś pustka głucha,