I, głodna szeptu, który tchy ciepłemi

Na twarzy nieci rozkoszy wypieki,

Jego–by tylko chciała słuchać wieki.

III

Z takich rozemdleń szklistego jeziora,

Z takiego blasków słonecznych rozgrania

Wyszła bogini, jak poranku pora,

Kiedy się ze mgły rosistej wyłania —

Wyszła cudniejsza, niżeli Aurora,

I, cała z żądzy, z tęsknoty kochania,