Biegła na uścisk czekać Anchizowy

Do ocienionej, szumiącej dąbrowy.

Na mchy tu świeże ta piękna upadnie...

Z okiem przymkniętym, z ramieniem u głowy,

Rzeźbiona nagość spoczywa bezwładnie,

Mając na wargach półuśmiech różowy,

Aż „on” swą miłość z jej miłością splecie

W wielkiej, jedynej rozkoszy na świecie...

IV

Cicho płyniemy kryształów głębiną,