Opadły Tatry i omdlały,

Gdy na nie cisza rozmarzona

Płaszcz zarzuciła wiewny, biały;

Gdy rozpostarła swe ramiona —

Srebrnej rozświetli mgławe smugi

Garnące czoła gór do łona:

Jak pas szeroki, jak pas długi,

Od Lodowego13 do Krywania14,

A z nimi puszcze, stawy, strugi,

Szczyt się przy szczycie ku niej słania...