Ciężar się kładzie na wysmukłe smreki1.

Od razu kłody o grubości snopów

Gną się w mych oczach, jak źdźbła lichej słomy:

Tak igra nimi głuchy, niewidomy

Gość, co od skalnych wlecze się przekopów.

Idę, wciąż idę po jęczącym borze...

I choć spotykam pnie, wyrwane z ziemi,

Ten szał, w błękitnym zbudzony przestworze,

By giąć i walić, strachu mi nie wlewa

Do głębi wnętrza: Radbym siły swemi