Toczy podniebne, tuli się do łona

Szczelin turniowych, bo królewskich skrzydeł

Jędrna rozpiętość nie wytrzyma próby...

Strącaj kozice, ty posłańcze zguby,

I orły chwytaj w oka swoich sideł

I miażdż o skały, i, jak łan, pokosem

Bór położywszy, hucz szaleńczym głosem —

Razem z mą duszą hucz i świszcz radośnie:

Cóż, że z ginących strumień krwi popłynął?

Wszak nie ma szczęścia tam, gdzie życie rośnie?!