Cicho płyniemy kryształów głębiną,

Odbijającą niebieskie lazury...

Granice wody i nieba gdzieś giną

Śród mgieł powiewnej, a przejrzystej chmury,

Co dal zasnuwa w przędzę srebrno–siną;

Po brzegach siedzą zadumane góry,

A na ich piersiach jasny puch zieleni

W złotym się słońcu, jak aksamit, mieni.

Od gór tych wonne tchnienie ciszy wieje;

Omdlała senność, rozlana w przestrzeni,